aktualności
Wywiad z Petrem Cechem (maj 2010)
Rok temu Chelsea pod wodzą Guusa Hiddinka pokonała w finale FA Cup Everton, zaś w 2007 roku na Wembley wyższość Chelsea musieli uznać piłkarze Manchesteru United. To był jednak ciężki sezon dla Cecha.
Kiedy doznałem w tamtym sezonie w październiku urazu głowy, powiedziano mi, że muszę co najmniej do wakacji zapomnieć o piłce. Nie mogłem w to uwierzyć. Powiedziałem: 'nie, zrobię wszystko, by zagrać co najmniej kilka meczy'. Wróciłem do gry w styczniu, kiedy wystartowały rozgrywki FA Cup i to w nich zacząłem grę. W poprzednim sezonie nie brałem w nich udziału, tak więc było to dla mnie pierwsze takie doświadczenie - wspomina czeski bramkarz.

Zawsze lubiłem takie mecze, ponieważ ogląda je wielu kibiców, a atmosfera jest zawsze gorąca. W każdym razie udało nam się dotrzeć do finału, w którym czekał na nas Manchester United. Trzeba pamiętać, że właśnie wygrali ligę, więc mieli szansę na Dublet. Przeszkodziliśmy im! - ciągnie bramkarz Chelsea Londyn.
Pamiętam, że kiedy przyjechaliśmy na Wembley, było bardzo gorąco. Świeciło słońce a murawa była sucha. Powiedziałem, że nie wiem dlaczego podczas całego sezonu Premier League boiska się zrasza przed meczem, aby piłka była szybsza, tymczasem kiedy gramy w finale, który przecież powinien być wielkim widowiskiem, wszystko jest suche a piłka nie idzie tak jak powinna - opowiada Cech, będąc chyba prekursorem narzekań na stan murawy na Nowym Wembley.
Właśnie to boisko w połączeniu z innymi czynnikami dało średniej klasy widowisko.
Było bardzo gorąco, boisko było 'wolne' i gra tez nie zaskakiwała szybkością. Może nie była to najładniejsza gra dla oka, ale trzeba pamiętać, że obydwa zespoły były dobrze taktycznie zorganizowane. Wiedzieliśmy, że Manchester United większość swoich bramek zdobył dzięki kontratakom, więc nie chcieliśmy im na to pozwolić. Właśnie to dlatego mecz wyglądał jak szachy. Gra była taktyczna, ale również z dużą dawką jakości, choć pewnie neutralni kibice odebrali ją jako słaby mecz - przyznaje czeski goalkeeper.
Ostatecznie o wyniku spotkania przesądziła akcja Franka Lamparda i Didiera Drogby, jednak nasz bramkarz chce przypomnieć o dwóch innych zapomnianych bohaterach tego meczu.
Chelsea przechodziła wówczas kłopot z centralnymi obrońcami: Ricardo Carvalho był kontuzjowany, podobnie jak Khalid Boulharouz, więc partnerem Johna Terry'ego siła rzeczy został Michael Essien. Po prawej stronie obrony rozpędzonego Cristiano Ronaldo powstrzymywał natomiast Paulo Ferreira.
Paulo znał Ronaldo ze swojej reprezentacji. Ferreira to naprawdę szybki zawodnik, choć mało kto zwraca na to uwagę. Nigdy nie miał problemy z zatrzymaniem szarżującego rywala, jest bardzo sprytny i wówczas nie pozwolił na nic Cristiano - wspomina Petr Cech.
Michael Essien jest z kolei bardzo silny, wiedzieliśmy, że możemy na niego liczyć czy w powietrznych walkach, czy pościgach do piłki. Zagrał na tej pozycji kilka spotkań w sezonie i wiedzieliśmy, że nie powinno być z tym problemu. Ja sam przyzwyczaiłem się do jego obecności przed sobą i byliśmy pewni, że damy sobie radę - ciągnie bramkarz.

Po meczu byłem bardzo zadowolony ze swojej gry, naszej dyscypliny taktycznej i wysiłku, jaki włożyliśmy, aby wygrać ten mecz - podsumował goalkeeper.
Odkąd zacząłem grać w piłkę nożną słyszałem tylko: Wembley, Londyn, musisz to przeżyć! Pierwszy finał na tym stadionie bardzo mi się podobał. To naprawdę piękny stadion.
W ubiegłym roku w finale FA Cup przeciwko Evertonowi Cech miał okazję wystąpić na Wembley już po raz piąty.
Pod okiem Luiza Felipe Scolariego mieliśmy naprawdę udany start w sezon, jednak wkrótce sprawy zaczęły wyglądać mało korzystnie. Wyglądało to na wielkie rozczarowanie, ale zmieniliśmy trenera co nas bardzo poprawiło. Zasłużyliśmy na grę w finale Ligi Mistrzów, ale wszyscy wiemy, dlaczego się tam nie znaleźliśmy. Zagraliśmy za to w finale Pucharu Anglii. To był mecz pod wielkim ciśnieniem - wiedzieliśmy, że w razie przegranej oznaczałoby to dla klubu dwa lata bez trofeum. Dla takiego klubu jak nasz byłaby to katastrofa - opowiada czeski bramkarz.
Pod okiem Guusa Hiddinka mieliśmy doskonały okres, jednak w tym meczu zaliczyliśmy straszny start. Mimo wszystko wierzyliśmy, że stać nas na pokonanie każdego zespołu.

Pierwszego gola zdobył Louis Saha, jednak nie zabiło to gry Chelsea. Wielką rolę w rozciągnięciu bloku obronnego rywali mieli grający po lewej stronie Florent Malouda i Ashley Cole.
Kiedy już rozciągniesz zespół przeciwnika, musisz użyć swoich bocznych obrońców. Nam się to udało i skorzystaliśmy z tego.

Dla Petra Cecha dzisiejszy mecz z Portsmouth będzie 263 meczem w trykocie Chelsea. Podobno tylko Gianfranco Zola i Eidur Gudjohnsen spośród obcokrajowców zanotowali więcej występów w barwach 'The Blues'.
Gram w tym zespole od sześciu lat i gdyby nie uraz głowy, miałbym na koncie zdecydowanie więcej rozegranych spotkań. Mimo wszystko jest to spore osiągnięcie, przecież gram dla jednego z najlepszych zespołów na świecie! - podkreśla piłkarz.
Kiedy znajdziesz sie w takim klubie jak ten, nie chcesz odchodzić gdzieś indziej. Kiedy już znalazłeś się w pierwszej jedenastce takiego zespołu, trudno w ogóle pomyśleć o tym, aby grać gdzie indziej. Każda zmiana byłaby ciężka - kończy <>Petr Cech.
Reklama:
Oceń tego newsa:
Mateusz9628.06.2010 23:08
Petr Cech rządzi.
Filipek27.06.2010 17:54
No wyiad z Lampsem byłby spoko;D
kochanek09.06.2010 18:50
Cech rządzi
![]()
chris.chelsea05.06.2010 16:32
Cech wymiata
BlueIStheColour31.05.2010 20:07
Nie ma lepszego bramkarza;D
współczuje mu tej kontuzji
leevy123422.05.2010 14:22
Niech będzie wywiad z Lampardem to ciekawe co powie:)
Niebieski15.05.2010 18:27
Fajny wywiad. Petr the best!
Redman15.05.2010 15:30
Fajny wywiad..czekam na wywiad z Lampardem!
Nejdro15.05.2010 14:41
Dla mnie tak jak dla innych Cech jest najlepszym bramkarzem na świecie.
Filipek15.05.2010 14:21
spoko wywiad.![]()











