aktualności
Wywiad z Avramem Grantem (październik 2011)
W obszernym wywiadzie, jakiego Avram Grant udzielił 'Przeglądowi Sportowemu' sporo miejsca poświęcono okresowi prowadzenia przez niego Chelsea. Izraelski trener opowiedział o treningowych metodach, jakie stosował w Cobham, pechowym finale Ligi Mistrzów w Moskwie ale też spojrzał w przyszłość.
Wbił pan Jose Mourinho nóż w plecy?
Avram Grant: Bzdura!
To cytat z brytyjskiej prasy po pańskiej nominacji na trenera Chelsea. Nazwano też pana iluzjonistą.
- I nie tylko tak. Miałem mnóstwo wymyślnych przydomków. Media na początku nie bardzo wiedziały, jak zareagować, w końcu odszedł ich ulubieniec. Niektórzy dziennikarze zaczęli więc mnie oceniać, zanim poprowadziłem pierwszy trening.
Mourinho jest "The Special One"?
- Nikt nie jest. Jose jest bardzo dobrym trenerem. Było mi przykro, gdy dowiedziałem się, że odchodzi.
Czyli twierdzi pan, że nie wiedział o tym, że przeskoczy z gabinetu dyrektora sportowego Chelsea i zastąpi go na ławce?
- Nie miałem o tym pojęcia. Uważałem zresztą, że Mourinho mógł zostać i próbować wyjść z kryzysu. Właścicielowi nie podobało się jednak, jak drużyna grała. Dostałem więc zadanie zmiany stylu.

Media twierdziły, że stosował pan metody treningowe sprzed ćwierćwiecza...
- Na początku pracy powiedziałem asystentowi Steve'owi Clarke'owi, by nie zmieniał nic w treningach. To był środek sezonu, graliśmy co trzy dni, więc bez gwałtownych zmian, powoli chciałem przechodzić na nowy system. Przez pierwsze trzy tygodnie zajęcia były więc dokładnie takie same jak u Jose Mourinho. Ktoś napisał wtedy, że niby piłkarze się skarżą na moje metody sprzed 25 lat. A ja przez trzy tygodnie nie zmieniłem nawet sposobu prowadzenia rozgrzewki!
Mogłem się wściekać na prasę albo się śmiać. Wybrałem śmianie się. Tak właśnie zrobiłby mój zmarły ojciec. On miał w życiu wiele powodów, by nienawidzić ludzie, ale zawsze był pozytywnie do wszystkich nastawiony.
Pan też ma takie nastawienie do życia?
- Staram się.
Nawet gdy w decydującym momencie finału Ligi Mistrzów John Terry pośliznął się na piłce i nie wykorzystał jedenastki?
- To było wielkie rozczarowanie. Nawet Alex Ferguson przyznał, że tamten Manchester United, który wygrał z nami finał, był najlepszą drużyną w historii klubu. Tymczasem poza pierwszymi 20 minutami byliśmy zespołem lepszym. Aż do tego ostatniego rzutu karnego.

Petr Cech powiedział, że przez miesiąc po tym meczu nie czuł zupełnie nic, dopiero później z każdym dniem zaczęło być coraz gorzej. I nie mówił tego dlatego, że sezon wcześniej został kopnięty w głowę.
Do dziś wszyscy mnie pytają o tamtego karnego. Gdy drugi raz byłem w Portsmouth, graliśmy w finale Pucharu Anglii z Chelsea. W mediach tematem numer jeden była "jedenastka" z Moskwy. W końcu Terry zapytał mnie, czy nie moglibyśmy już przestać odpowiadać na te pytania. "John, Chelsea gra z prowadzonym przeze mnie zespołem. Myślisz, że dziennikarze będą nas pytać o życie rodzinne?" – odpowiedziałem mu, ale zaraz dodałem: "Musisz umieć z tym żyć, poza tym trzeba było wtedy strzelić i nie byłoby tematu".
Dziennikarz z Izraela napisał, że pańska nominacja na trenera Chelsea jest dlatego kraju ważna jak lądowanie Apollo 11 na Księżycu dla USA. Wykorzystał pan życiową szansę?
- To było oczywiście wydarzeniem dla Izraela, ale ja nie traktowałem tej pracy jak "życiowego wyzwania". Od kiedy jestem trenerem, a zaczynałem w wieku 18 lat, każdą pracę tak traktuję. Czy trenuję dziesięciolatków, Chelsea czy West Ham. Zresztą tylko w tym klubie doznałem porażki. Nie zrealizowałem swoich celów. Spadliśmy z ligi, bo nie zbudowałem mentalności zwycięzców.
Jak się to robi? Wykorzystuje sztuczki psychologiczne?
- Nie sztuczki, ale narzędzia. Dzięki nim można zawodników przyzwyczaić do pewnych sytuacji. W Premier League nie ma ani jednego leniwego piłkarza. 10 lat temu było ich wielu. Łatwiej zmienić leniwego zawodnika w pracowitego, niż wziąć człowieka bez talentu i zrobić z niego piłkarza.
Budowanie mentalności zwycięzców jest osiągalne dla każdego klubu. Nie zrobisz z nieutalentowanego piłkarza gwiazdy, ale z przeciętnego zawodnika możesz zrobić wielkiego wojownika.
Pańska Chelsea starała się grać krótkimi podaniami, bez długich przerzutów. Jak Barcelona, która według wielu gra dziś futbol wszech czasów.
- W wielkich klubach musisz mieć więcej niż tylko jeden sposób na wygrywanie meczów. Chcę, by moi zawodnicy mieli dużo wolności, oczywiście w pewnych ramach. Zawodnik musi znać założenia systemu, wiedzieć, że nie gramy długich piłek, że staramy się podawać na małej przestrzeni.

Czy Barcelona gra futbol wszech czasów? To samo mówiono 10 lat temu o Realu z Zidane'em, Ronaldo, Figo. Pamiętam, że jak oglądałem ich mecz w Lidze Mistrzów z Manchesterem United (3:0), myślałem, że to koncert symfoniczny, a nie piłka. A teraz, ta Barcelona jest... Jeśli śnisz o futbolu, śnisz o tej Barcelonie. To futbol marzeń. Nie mówię tylko o sposobie, w jaki atakują, ale też o tym jak bronią, jak podejmują ryzyko, co robią, gdy tracą piłkę, jak się ruszają po boisku, jak podają... To jest sztuka! Ale sztuka z Messim. Bez niego to już nie to samo. Ale właśnie na tym polega wielkość Guardioli, że pozwolił Messiemu tak błyszczeć. W argentyńskiej kadrze Messiego aż tak nie widać.
Pana plany zawodowe są związane z Polską, skoro pan tu jest?
- Ostatnio byłem w Moskwie i ludzie pytali, dlaczego jestem w Rosji...
Żeby pracować w Anży Machaczkała, to oczywiste.
- Jeżdżę, bo mam czas. Od kiedy skończyłem 18 lat, wszystko było podporządkowane piłce. Miałem wiele pięknych rzeczy poza jedną: kontrolą nad swoim kalendarzem. Teraz wreszcie cieszę się czasem. Odwiedzam przyjaciół, w Rosji, Anglii, teraz w Polsce.
Czyli nie zostanie pan w Polsce na dłużej?
- Jestem tu przynajmniej raz w roku. Po raz pierwszy byłem w 1989 roku, gdy z Maccabi Petah Tikva graliśmy w Pucharze Intertoto z Wisłą, zresztą wygraliśmy tu 3:0. Teraz przyjeżdżam do Oświęcimia na Marsz Żywych, odwiedzam przyjaciół, a przede wszystkim miejsca związane z rodziną. Ale pracować chcę w Anglii. Klub nie ma znaczenia, po prostu lubię ten kraj, tę atmosferę.

Pracował pan z kilkoma polskimi piłkarzami, pamięta pan któregoś jeszcze?
- Oczywiście! Andrzej Kubica i Grzegorz Wędzyński grali w Maccabi Tel Awiw, bardzo dobrzy zawodnicy, Kubica dodatkowo był najlepszym strzelcem.
A w Hajfi e miałem Radosława Michalskiego. Był najlepszym piłkarzem, gdy zostawaliśmy mistrzami Izraela. Graliśmy ofensywną piłkę, przy ustawieniu 4–3–3 on odpowiadał za przerywanie akcji przeciwnika i rozpoczynanie ofensywnej mądrym podaniem. Dawał nam równowagę między atakiem a obroną. Gdyby nie on, nie zostalibyśmy mistrzami. Bardzo inteligentny zawodnik.
Radzi się pan czasami Polaków, gdy szuka piłkarza?
- Tak, choćby gdy chciałem ściągnąć Roberta Lewandowskiego z Lecha Poznań do Portsmouth. Kiedy tam przyszedłem, obiecywali, że w styczniu będzie mnóstwo pieniędzy i będę mógł sobie kupić czterech piłkarzy za pięć–sześć milionów euro. Miałem to wpisane w kontrakcie. A tymczasem w styczniu sprzedali mi czterech najlepszych zawodników...
Reklama:
Oceń tego newsa:
ColeowyŻelek27.10.2011 07:01
Grant jest obecnie nr1 w historii trenerskiej klubu bo jako jedyny dotarł do finału LM,za to wielki szacun
ernestus1726.10.2011 19:01
Bardzo fajny wywiad.Kolejny trener, który przedwcześnie został zwolniony z Chelsea.Szkoda, że nie zdobył wtedy LM.
WuJu26.10.2011 18:19
Dzięki Grant za to co zrobiłeś dla Chelsea,powodzenia
chris190526.10.2011 17:57
Pośliznął się na piłce?!? Kto robił ten wywiad?
kakuta4426.10.2011 17:45
bo Kubica byl szybki i przez to strzelal bramki
.Grant moglby wrocic do Angli ..
kupiec1826.10.2011 17:29
zawsze będzie historią klubu
Carmel26.10.2011 16:44
Szkoda, że nie udało się mu w finale LM. Ale właśnie wtedy tak na serio zacząłem się interesować Chelsea
fanka201126.10.2011 16:11
mam do niego wielki szacunek ,to on prawie wygrał nam LM
TheTank26.10.2011 15:33
Zawsze bede pamietał o Grancie. Należy mu sie wielki szacunek za to co zrobił dla Chelsea, jako jedyny dotarł do finału LM, lecz to co odbyło sie w Moskwie to chyba każdy pamieta.
Kobiel626.10.2011 14:48
Nie znam żadnego z tych polskich piłkarzy, których Grant wymieniał z którymi pracował Grant, Hiddink.. obaj byli bardzo blisko zwycięstwo w LM, no ale się nie udało.. Mam nadzieję, że uda się to Boasowi!















